Czerń pełna kolorów. Impresje po #czarnym_poniedziałku (03/10/2016)

W idealnym świecie poglądy polityczno-światopoglądowe powinny zostać sferą prywatną i nie wpływały na nasze życie. Na tym blogu staram się kreować nieco pozytywniejszy świat, niż mnie otacza. Do tej pory oznaczało to miedzy innymi świat bez polityki. Nie wiem, na ile to się zmieniło i czy to na pewno dobry pomysł, ale mam potrzebę napisania o #czarnym_proteście, który miał miejsce dzisiaj w Warszawie i wielu innych miejscach w kraju. Chcę o tym napisać, bo – niespodziewanie dla mnie – było to bardzo pozytywne doświadczenie.

Większość protestu mnie i moich znajomych tak naprawdę ominęła – owszem, staliśmy dzielnie w deszczu na placu Zamkowym, ale tłum był tak wielki, że nie mieliśmy pojęcia, co dokładnie się dzieje. Hasła ze sceny? To była jakaś scena? (Podobno była.) Tak naprawdę słyszeliśmy jedynie bębny i wuwuzele. Co jakiś czas tłum podejmował skandowanie – być może spontanicznie, być może jakiś „wodzirej” protestu to nakręcał. Nie wiem. Chyba będę musiała przeczytać parę relacji w Internecie, by dokładnie znać „przebieg wydarzeń”.

A mimo to dało się tam odczuć niesamowitą atmosferę. Protestujące_y (na oko 70-80% zgromadzonych było kobietami) nie wydali mi się, mówiąc kolokwialnie, wkurwieni, mimo że w teorii w demonstracjach to własnie o wściekłość chodzi. Zamiast tego dawało się wyczuć w powietrzu radość.
Radość z tego, że spontaniczna akcja, której wielu proroków Facebooka skazywało na niepowodzenie, naprawdę się udała.
Z tego, że ludzie potrafili wyjść ze swoimi poglądami na zewnątrz i okazało się, że nie są sami.
Z tego, że tak wiele osób się w coś głęboko zaangażowało.
Z tego, że nauczyciele, studenci i uczniowie reprezentujący różne poglądy w niektórych sprawach są zgodni. Zarówno moje byłe liceum jak i (chwilowo) były kierunek studiów okazały w tym względzie zadziwiającą jednomyślność.
Z tego, że według wszelkich doniesień nie tylko w Warszawie zebrały się tłumy.
Z tego, że nasze zdanie chyba naprawdę coś znaczy. W końcu, do ciężkiej cholery.
Z tego, że to nie koniec. Nie mówię tutaj nawet o kwestiach prawa do aborcji. Jest jeszcze wiele rzeczy, które w tym kraju przydałoby się oprotestować*. Mam wrażenie, że dzisiejszy tłum jest gotów, by się nimi zająć. Jedną sprawą po drugiej.

Niestety, nawet jeśli wiele osób biorących udział w proteście wolałoby zostać w swoim własnym świecie dobra, kwiatków i puchatych swetrów, jak ja… Czasem trzeba z niego wyjść. Bronić granic. Dobrze było się przekonać, że nie jest się w tym osamotnionym.

14516474_1332179190148716_8945675904452981855_n

Bardzo marne selfie bardzo szczęśliwych ludzi, którzy mają poczucie, że robią coś dobrego.

Tymczasem w różnego rodzaju internetach trwają jałowe dyskusje i popisy erudycyjne, mające na celu ośmieszyć wszystkich z  wyjątkiem ich autorów**. Niech trwają. Najważniejsze rzeczy dzieją się na zewnątrz. Tam, gdzie czarny tłum rozkwita kolorowymi parasolami w obronie swoich praw.

*CETA – polecam się zapoznać. Chyba każdy tu znajdzie coś, co go kopnie na demonstrację.
**W wielu przypadkach tyczy się  to obu stron sporu, to trzeba przyznać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s