Przez okulary recenzenta

Od jakiegoś czasu nie udzielam się wcale na własnym blogu. Co za wstyd! – powiedziałabym, gdyby nie ilość rozmaitych zadań w marcu, które całkowicie mnie usprawiedliwiają. Jednym z nich jest intensywna publikacja recenzji na blogu Nie Tylko Gry – miejscu, gdzie mowa praktycznie o… wszystkim, co przyjdzie ekipie do głowy. Skusiła mnie wizja komiksów za darmo, a okazało się, że muszę płacić haracz w słowach, a czasem również łzach i frustracji. Życie jest pełne pułapek! 😀

Pisanie recenzji to bardzo fajna sprawa dla kogoś, kto ma problemy z formułowaniem myśli na piśmie. Po pięciu wpisach nagle poczułam, że nie muszę myśleć 15 minut nad każdym zdaniem – napiszę coś trochę bardziej potocznie albo prościej i też będzie dobrze. Muszę jednak pomyśleć nad logiką tekstu. Czy na pewno wymieniłam wszystkie aspekty, które w danym dziele są ważne? (Na przykład w komiksie będzie to strona graficzna,w filmie – zdjęcia i soundtrack, i tak dalej.) Czy pamiętałam o tym drobnym zachwycie, albo nie tak drobnej irytacji, którą odczułam w czasie lektury? Na ile moje zrozumienie tekstu wynika z (nie)znajomości kontekstu? Takie rzeczy zdecydowanie warto uwzględniać, mają bowiem wpływ na to, co w recenzjach jest najważniejsze, czyli na OCENĘ.

A OCENA to nie byle co. Wydawałoby się, że to takie proste, prawda? Jak mi się podobało, to daję osiem gwiazdek na dziesięć, jeśli nie – słynne „2/10” załatwia sprawę.

Ale ja tak nie potrafię.

Albo inaczej: mogę tak robić na swoim prywatnym profilu an Facebooku czy też Filmwebie. Jeśli jednak mam poczucie, że piszę do szerszej publiczności i ktoś to będzie czytać (a niektórzy czytają, czasem nawet – o zgrozo – zdarzają się pod moimi recenzjami komentarze), to swoją opinie wypadałoby uzasadnić. Poza tym automatycznie zaczynam się zastanawiać, czy komuś innemu dana rzecz bardziej lub mniej przypadnie do gustu i dlaczego. Nieraz owocuje to czepianiem się wielu drobiazgów, nawet jeśli ta rzecz tak naprawdę mi się podobała. W recenzjach o komiksach objawia się to narzekaniem na ciemne kolory czy też na wpadki autorów, gdy próbują zamieścić w swoich tworach motywy orientalistyczne i bardzo im to nie wychodzi. Trochę jak w przypadku pisania pracy naukowej… tylko bardziej. A gdy raz się założy okulary recenzenta, to bardzo trudno je zdjąć. Trzeba uważać, bo zanim się obejrzysz, zaczniesz analizować każdy oglądany serial pod każdym możliwym kątem i gdzieś przepadnie efekt „wow”.

Być może dlatego na popularnych blogach popkulturowych (komuś coś mówi słowo „Zwierz”? tak się tylko pytam dla formalności…) czytelnicy nieraz zamieszczają komentarze w stylu „O, teraz nic ci się nie podoba, analizujesz wszystko za bardzo!”. Taka prawda, analizowanie i myślenie w kilku kierunkach na raz bardzo szybko wchodzi w krew. Zwłaszcza, gdy ma się za sobą miliony wyoglądanych i wyczytanych godzin.  Tak więc, gdy czasami recenzenci/blogerzy odpisują: „Ale ja jestem zwykłym człowiekiem, widzem, czytelnikiem, tak jak ty”, to ciśnie mi się na klawiaturę jedno wielkie KŁAMIESZ! Spojrzenie recenzenta zawsze bowiem będzie nieco inne. Obciążone okularami o szkłach w barwie „OCENA”.

Czy to źle? Nie jestem pewna. Z jednej strony już w czasach pisania magisterki odczuwałam pewien rodzaj „syndromu recenzenta”: na wszystko patrzyłam od strony naukowej i ukryte motywy lub możliwe interpretacje dosłownie skakały mi do oczu.Obecnie do tego doszło zauważanie niedoróbek typu błąd w researchu. Odbiór tekstów kultury staje się mniej… naiwny? Ma się wrażenie, że wszystko już było i w ogóle… meh. W takich warunkach ciężko czymś się zachwycić. A z drugiej strony… miło jest się dzielić opiniami ze światem i mieć poczucie, że kogoś być może to interesuje. Nie aspiruję do miana guru popkultury ale fajnie jest czasem takiego poudawać 😀 Poza tym prędzej czy później trafi się na coś, co zmiażdży wszelkie systemy obronne, obróci wniwecz wszelkie próby analizy i po prostu… zachwyci. I własnie dlatego wszyscy czytamy książki i komiksy, oglądamy seriale, filmy, gramy w gry i tak dalej. Dla takich chwil pełnego zachwytu. nawet recenzenci je czasem przeżywają.

Moje recenzje na blogu Nie Tylko Gry można poczytać tutaj: klik klik klik! Obecnie zajmuję się głównie komiksami o superbohaterkach z uniwersum DC, ale nie jest to jedyna rzecz, która mnie interesuje. A w planach mam naprawdę różne tematy 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s